piątek, 28 września 2007

"Chorujemy nie dlatego, że się starzejemy, ale starzejemy się bo chorujemy"

Kto zadaje sobie pytanie co jemy? Jak jemy? Czy to co jemy jest zdrowe? Czy to co jemy jest dla nas? Siadamy całą rodziną do śniadania, obiadu, kolacji i nawet nie zastanawiamy się, że jemy bardzo często co innego jedząc pozornie to samo. Żona, czy mama zrobiła jedzenie i rodzina zajada, ale jeden zjadł więcej chleba, inny wybrał więcej wędliny, ktoś inny zjadł sam chleb z masłem czy smalcem, a jeszcze inny samą kaszankę, czy wędlinę. Każdy zjadł co jemu akurat zasmakowało. Nikt za bardzo nie liczył, co kto jadł – śniadanie było jedno i pozornie wszyscy zjedli to samo śniadanie. Albo na obiad jest zupa i drugie danie i wszyscy jedzą to samo nałożone na talerze przez gospodynię. Hmm.. Każdy z nas jest indywidualnością biochemiczną i to co dla jednego jest pożywieniem dla drugiego jest trucizną. Dziwimy się czasem „jadłem to samo i nic mi nie było pewnie mam silniejszy organizm, albo on ma słabszy” nie zdając sobie sprawy, że ten drugi ma inną grupę krwi, inny metabolizm, inne zapotrzebowanie organizmu na energię a więc potrzebuje innego pożywienia.
Niewątpliwie w zamierzchłych czasach ludzi też nękały rozliczne choroby, które bardzo często kończyły się śmiercią. Spowodowane były infekcjami, ranami odniesionymi w walce. Z dnia na dzień ludzie walczyli o przetrwanie zmagając się z przeciwnościami przyrody. Okres życia prymitywnych ludzi był znacznie krótszy i wynosił 20 - 30 lat. Dla nich śmierć była tak naturalnym zjawiskiem jak narodziny. Lekarstwem na choroby były zioła i zabiegi szamanów. Ludzie ci żyli zgodnie z prawami natury, w tym samym środowisku w jakim żyły zwierzęta, odżywiali się takimi samymi składnikami pokarmowymi jak one. Szansą na przetrwanie był nieustannie doskonalący się mózg, który pozwalał w lepszym stopniu niż zwierzętom dostosować się do zmieniających się warunków otoczenia i pokonać je w walce o dostęp do pożywienia. Ludzie osiedlając się nad brzegami rzek, jezior, morza zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Ryby i skorupiaki były cennym źródłem protein i związków tłuszczowych w rozwoju mózgu. Objętość mózgoczaszki u nich była większa niż u ludzi trudniących się zbieractwem i polowaniem. Zwiększona ilość urodzeń na takich obszarach była regulowana przez samą przyrodę i związana z łatwością zdobywania pożywienia. Osiadły tryb życia wiązał się z potrzebą magazynowania i przechowywania żywności. Naturalnymi środkami konserwującymi było suszenie i wędzenie. Budowa domów była pierwszym etapem izolowania się ludzi od warunków naturalnych.
Rozwój naszej współczesnej cywilizacji związany jest z powiększaniem się wielkomiejskich aglomeracji. Prawie całkowicie odizolowaliśmy się od otaczającej przyrody betonowymi ścianami i szkłem. Jedyną formą rekreacji jest urlop nie na łonie przyrody ale w wygodnych apartamentach. Nieustanny pośpiech w pogoni za dobrobytem nie sprzyja zdrowemu odżywianiu. Nie musimy już zdobywać środków spożywczych ale nabywamy je w supermarketach i restauracjach. Jedynym ich mankamentem jest to, że naszpikowane są konserwantami, substancjami poprawiającymi smak, barwnikami, cukrem. Pijemy wodę odfiltrowaną od ścieków. Zioła i naturalne środki lecznicze zostały zastąpione preparatami chemicznymi. Problem polega na tym, że mamy organizm normalnego ssaka i źle tolerujemy substancje chemiczne. Obserwując mojej psiaczka widzę, że nie zje dobrowolnie nic z konserwantami ani żadnymi chemikaliami, którymi większość ludzi się zajada i nawet im to smakuje. Zatraciliśmy całkowicie instynkt samozachowawczy powierzając najcenniejszą rzecz jaką posiadamy – zdrowie, specjalistom medycyny. Naukowcy nieustannie utwierdzają nas w przekonaniu, że sami nie możemy decydować o stanie swojego zdrowia. Zostaliśmy w pewnym sensie ubezwłasnowolnieni. Poddajemy się chemicznej terapii, którą serwują nam lekarze i których obdarzyliśmy bezgranicznym zaufaniem. Nie neguję roli współczesnej medycyny ( nie mam prawa nawet) w walce z chorobami ale jej komercyjny charakter i niewłaściwy kierunek rozwoju. O tym jaki to ma być kierunek i jaki rodzaj leków stosowany w lecznictwie, decydują międzynarodowe korporacje farmaceutyczne. Jedynym ich celem nie jest poprawa naszego stanu zdrowia ale osiąganie maksymalnych dochodów finansowych. Tak, tak ! Laboratoryjne badania nad lekami mają wyłącznie charakter komercyjny. Ich ostatecznym celem jest wyprodukowanie takich specyfików, które likwidują objawy i skutki a nie przyczyny chorób. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie – dlaczego? Otóż chodzi o to, aby chory człowiek zażywał leki częściowo łagodzące skutki choroby i brał je do końca życia. Staje się wtedy przewlekle chorym człowiekiem, często zasięgającym porady lekarza. Dzięki temu jest skazany na zażywanie coraz nowszej generacji farmaceutyków. Najbardziej z tego powodu są zadowoleni ich producenci. Czy trzeba daleko szukać? - Cukrzycy. Skutki takiej terapii są ,,rewelacyjne”. Przewlekłe stosowanie preparatów chemicznych powoduje kumulowanie się ich odpadowych substancji toksycznych w obrębie wszystkich narządów, prowadząc w końcowym efekcie do ich uszkodzenia. Pacjent zgłasza swojemu lekarzowi kolejne dolegliwości. Wprowadzane są więc następne preparaty do leczenia a stan jego zdrowia pogarsza się nieustannie. Wszelkie badania laboratoryjne dotyczące oddziaływania leków na organizm człowieka mają udowodnić w sposób naukowy ich pozytywną rolę w hamowaniu rozwoju choroby i minimalnych skutkach ubocznych. Lekarze są więc skazani na stosowanie takich preparatów jakie wyprodukuje przemysł farmaceutyczny a chorzy ludzie na swoich lekarzy. W środowisku lekarskim wszelkie odstępstwa od przyjętego schematu leczenia, grożą utratą prestiżu zawodowego, izolacją, zwolnieniem z pracy a w ostateczności utratą prawa wykonywania zawodu. Ja mogę sobie pokrzyczeć. Tendencja potwierdzania wszystkich swoich sukcesów publikacjami w prasie medycznej jest działaniem celowym. Wszelkie prace naukowe, które nie są zgodne z obowiązującymi regułami narzuconymi przez przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego i naukowców, zostają odrzucone i idą w zapomnienie.
Utrwaliło się przekonanie w naszej świadomości, że bakterie i wirusy są bezpośrednio odpowiedzialne za rozwój chorób infekcyjnych. Można w to co najmniej wątpić. Nawet osoba bez formalnego wykształcenia medycznego ale z doświadczeniem w kontaktach z chorymi, którzy mają wykonywaną analizę pierwiastkową włosów może postawić inną tezę, że przyczyną wystąpienia tego rodzaju chorób jest źle funkcjonujący system odporności. Jesteśmy nosicielami całego kompletu drobnoustrojów, ale w stanie pełnego zdrowia nie dochodzi do ich inwazji i rozwoju choroby. O ile zostanie zakłócona równowaga między stanem odporności organizmu a mikrobami na korzyść tych ostatnich, w takim wypadku dochodzi do rozprzestrzeniania się zakażenia. Przyczyny rozwoju chorób należy szukać w niewłaściwym funkcjonowaniu całego organizmu. Ale jest jeszcze przyczyna jego nieprawidłowego funkcjonowania. Otóż jedną przyczyną jest żywienie a drugą leki. Chociaż może właściwie należałoby powiedzieć „troskliwa” opieka lekarzy zarówno pierwszej jak i ostatniej pomocy. O ile nie jest dokładnie znany czynnik wywołujący infekcję, włącza się do leczenia antybiotyk. Niestety zbyt często jest stosowany i traktuje się go jako panaceum na wszelkie nawet niewielkie zakażenia. Zwalczając bakterię stanowi swoistego rodzaju protezę dla systemu immunologicznego. Zbyt częste jego stosowanie powoduje, że rozleniwiony organizm przez okres 2 – 3 tyg po zakończeniu leczenia nie wytwarza przeciwciał w odpowiedniej ilości. Osłabiony chorobą poddaje się atakowi kolejnej bakterii. Czasokres pomiędzy zakończeniem działania leku a pojawieniem się następnego schorzenia staje się coraz krótszy. Zjawisko to zmusza lekarzy do coraz częstszego stosowania antybiotyków. Bakteria tak jak każdy żywy organizm, broni się przed ich niszczącym działaniem, zmieniając swój kod genetyczny i metabolizm. Nowopowstały szczep jest już odporny na zastosowany lek. Producenci wprowadzają więc na rynek coraz silniejsze i bardziej skuteczne antybiotyki, które po pewnym czasie zostają zastąpione innymi. Zapomnieli jednak o jednym – czy te kuracje wytrzyma organizm. Każdy związek chemiczny wprowadzony do ustroju musi zostać zneutralizowany i wydalony na zewnątrz. Funkcję tę spełniają wątroba, nerki i jelita. Narządy te przejmują na siebie całe związane z tym obciążenie. Z powodu narastającej ich niewydolności zostają zaburzone wszystkie funkcje organizmu i pojawia się zjawisko tzw. toksemii. Ma to oczywisty związek z rozwojem chorób, które nazywa się cywilizacyjnymi jak: cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze, choroby degeneracyjne mózgu, zmiany zwyrodnieniowe stawów itd.
Współczesny człowiek, zjada około 1 tony żywności rocznie (Zagórski, 1995r). Z badań brytyjskich wynika, że w tej masie produktów żywnościowych zjadamy 5-7 kg rocznie substancji chemicznych, dodatków, zanieczyszczeń, środków konserwujących, barwników, nie licząc farmaceutyków. Wydalamy je później jako ścieki do środowiska naturalnego zatruwając je. Żyjemy na naszej planecie niezbyt przejmując się tym jaki wywiera to wpływ na jej stan ekologiczny. Ponieważ przebywamy w ekosystemie zamkniętym efekty naszej wrogiej działalności wobec przyrody wracają do nas jak bumerang.
Czynnikiem obciążającym organizm człowieka są toksyny wprowadzone w niewielkiej ilości do pożywienia nazywane popularnie konserwantami. Teoretycznie dawka ich jest tak niewielka, że nie powinna stanowić zagrożenia dla zdrowia. Nie mówi się jednak o ich wzajemnych interakcjach chemicznych oraz powiązaniu tego zjawiska z oddziaływaniem chemicznych związków farmaceutycznych. Czynniki te mogą powodować zakłócenie pracy systemu odporności polegające na błędnym rozpoznawaniu i zapamiętywaniu nieszkodliwych substancji, które traktuje jako niezwykle groźne dla zdrowia. Przykładem tego jest nieprawidłowa reakcje na pyłki roślinne, które organizm traktuje jak wrogiego mikroba. Objawem tego jest wyzwolenie gwałtownej reakcji alergicznej w obrębie błony śluzowej nosa, spojówek i górnych dróg oddechowych w postaci napadów kichania, silnego wodnistego kataru, uczucia zablokowania nosa, łzawienia. Stosuje się leczenie tylko objawowe, polegające na blokowaniu wystąpienia tej reakcji preparatami antyhistaminowymi oraz miejscowym podawaniu syntetycznych hormonów zmniejszającymi stan zapalny błony śluzowej nosa i spojówek. Właściwe leczenie powinno polegać na przywróceniu stanu równowagi źle funkcjonującego systemu immunologicznego.
Jak już wcześniej wspomniałem, żywienie jest podstawą utrzymania równowagi w organizmie – homeostazy. Ale żeby tę równowagę utrzymać trzeba spożywać pożywienie zdrowe i przeznaczone dla danego organizmu. A skąd mamy to wiedzieć jeżeli lekarzy nikt tego nie uczył? Na szczęście są pasjonaci zdrowia wśród lekarzy (jest ich garstka ale są). Trzeba do nich trafić, wykonać dokładne badania, dokładnie zdiagnozować organizm i stosować co zalecą. Nasz organizm jest wstanie nam podpowiadać sam co mamy jeść pod warunkiem że doprowadzimy go do równowagi jak u dziecka np. 2 letniego i będziemy się w niego wsłuchiwać.
Życzę zdrowia

W treści zawarłem część materiałów zaczerpniętych od lekarza medycyny Andrzeja Janusa

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

oj panie Kazimierzu... od jakiegos czasu wczytuje sie w to co tutaj powstaje i myśle zawsze podobnie mianoicie latwo napisac a jak zatsować? wiem wiem pewnie powie pan ze trzeba ta analze zrobic trzymac sie tego ale nie kazdy o tym wie nie kazdy az tak sie tym interesuje by wiedziec ze to cos da no i co najwazniejsze ni kazdy w to wierzy bo jak wierzyc w cos co mowi nam jedna osoba a za chwile ktos kto rowniez wiele wie mowi nam zupelnie cos innego swiat jets na tyle zagmatwany ze nie wiadomo co w dzisiejszych czasach jest dobre co zle co pomaga a co szkodzi biorac pod uwage ze podobno obecnie szkodzi wszystko nawet spacer bo przeciez tyle tego wszystkiego jest w powietrzu... tymczasem cieplo pozdrawiam i czekam na dalsza czesc zdrowych nowinek od pana:) dawna uczennica (bylam w polsce tydzien nawet do skzoly zajzalam a pana nie widzialam ech ta przewrotnosc losu....)

Anonimowy pisze...

Jestem lekarzem.Ma Pan bardzo dużo racji.

Pawel Nieznański pisze...

Witam!

Ciekawe, czy "anonimowy" jest faktycznie lekarzem?

Pozdrawiam.
Pawel Nieznański.

Anonimowy pisze...

Dużo racji widze w tych stwierdzeniach stosując przedstawione wyżej praktyki można zmniejszyć liczbę zachrowań Mądry człowiek z Ciebie:)

Hmmmm

O mnie

KONIN, WIELKOPOLSKIE, Poland
To jest moja strona na której będę opisywał moje zainteresowania i komentarze do różnych wydarzeń oraz moje przemyślenia A kiedy wejdziesz na poniższy link strony Amway i będziesz chciał pobuszować to strona dla gości jest dla Ciebie, tylko musisz zastosować klucz wpisując: kaziu53
Powered By Blogger

Archiwum bloga